11 LISTOPADA – czy to wstyd być patriotą?

200 lat dramatu – 120 lat zaborów, I Wojna Światowa, II Wojna Światowa, 50 lat komunizmu – w proch obróciłoby nie jeden naród, nie złamało jednak Polaków. Wystarczyło jednak 30 lat demokracji wolnorynkowej, by zapomnieć o przeszłości i głęboko wstydzić się swej historii i swych korzeni.

 Obserwując scenę polityczną i społeczną w naszym kraju odnoszę wrażenie, iż ten, kto nie jest zachwycony rozmachem unijnej biurokracji, nie kłania się w pas przed miliardami euro płynącymi z Brukseli, nie w pełni zgadza się z oświeconą liberalną doktryną w ramach której nie wypada przyznawać się do wyznawania jakichkolwiek ideałów – innych niż egocentryzm i własne korzyści – nazywany jest w najlepszym przypadku prawicowym ekstremistą.

W trakcie porannego spaceru z psem w centrum Krakowa próbowałem policzyć polskie flagi lub inne symbole wskazujące, że dziś świętujemy najważniejszy dzień we współczesnej historii naszego kraju. „Policzyć” to nie najlepsze słowo, lepszym byłoby „zaleźć” choć jedną.

Odnoszę wrażenie, że przyznać się do patriotyzmu i miłości do Ojczyzny jest dziś trudniej niż w trakcie zaborów, czy sowieckiej niewoli. Dlaczego? Otóż dlatego, że można narazić się na wyśmianie, na wypalenie piętna bycia oszołomem i faszystą.

Z zatrważającą premedytacją media w Polsce kreują taki właśnie wizerunek patrioty, wspaniale wspierane postawą rządu zarówno w polityce międzynarodowej, jak i wewnętrznej.

 Dziś możemy mówić i czynić to co pragniemy, ale miliony Polaków zapłaciły za to najwyższą cenę w trakcie ostatnich dwóch wieków. Winni jesteśmy im pamięć i wdzięczność. Należy mieć także świadomość, że wolność i demokracja nie są dane raz na zawsze. Przed nami dramatyczne przeobrażenie w gospodarce i geopolityce, które zmienią znany nam kształt świata w sposób trudny do wyobrażenia.

 To wcale nie wstyd przyznać się do bycia Polakiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.