HIGHWAY TO HELL – CZYLI POLSKIE INWESTYCJE ZE ŚRODKÓW UE

Highway_To_Hell_Wallpaper_vxbgu

Polska w budowie. Jak okiem sięgnąć koparka za koparką, dźwig za dźwigiem, ekran akustyczny za ekranem akustycznym. Toż to kraj mlekiem i miodem płynący. Nie tylko Europę, a cały świat ta Polska nasza dogania. Polska przecięta wstęgą autostrad, upstrzona kolorowymi stadionami, hałaśliwymi lotniskami i kolejnymi laboratoriami w nowych budynkach licznych uczelni. Nic tylko siąść i wypić za czekającą nas świetlaną przyszłość.

 

Albo siąść i płakać nad własną głupotą

 

Rządzący politycy i posłuszne im media karmią nas wizją Polski, która niepowstrzymanie się rozwija. „Najszybciej rozwijający się kraj UE”, „100% wydanych środków pomocy strukturalnej”, „najwyższe tempo rozwoju wśród krajów UE”, etc. Problem w tym, że to nic nie znaczy. Przepraszam, znaczy tylko nie to, co znaczyć powinno. Wydajemy miliardy euro na rzeczy, które z punktu widzenia rozwoju w perspektywie dłuższej niż koniec bieżącego okresu planistycznego w 2020 roku są pozbawione sensu. Polska zalana betonem od Zamościa po Wrocław to Polska marnująca być może największą szansę, jaką otrzymaliśmy od historii w ciągu ostatnich dwóch stuleci. Będziemy mieć autostrady i lotniska, lecz pod względem konkurencyjności i innowacyjności pozostaniemy trzecim światem (dopóki trzeci świat nas nie przegoni). Dokładnie to samo mają dziś Grecy, Hiszpanie i Portugalczycy. No ale dlaczego mielibyśmy uczyć się na czyichś doświadczeniach?

 

Dlaczego tak się dzieje, można by zapytać.

 

Odpowiedź jest prosta. Pieniądze, które mogłyby służyć budowie innowacyjnego i technologicznie zaawansowanego społeczeństwa z rosnącym duchem przedsiębiorczości, dziś wylewamy w beton. Nie tylko kosztuje nas to krocie, nie tylko każdy kilometr autostrady kosztuje dwukrotnie więcej niż ten, który budowano niedawno w Zachodniej Europie, nie tylko jakość wykonania jest podła, ale przede wszystkim wydając pieniądze na infrastrukturę konserwujemy zacofaną Polskę, zamiast budować Polskę nowoczesną. Liczne badania pokazują, że wpływ rozbudowy infrastruktury na wzrost gospodarczy ma miejsce niemal tylko wtedy, gdy ta infrastruktura jest budowana. Ludzie zarabiają, zarabiają firmy, jest dobrze. Ale w pewnym momencie pieniądze się kończą i kończą się korzyści. Przecież sama infrastruktura w nieznacznym stopniu kreuje wzrost gospodarczy i przynosi zyski. Zyski i przyszłość budują ludzie, którzy z infrastruktury mogliby i umieli skorzystać. A ci nie korzystają bo pakują paczki w Amazon.com. Uczelnie mogą się pochwalić zakupionym za miliony sprzętem i nowymi laboratoriami, w których niemal nie pracują naukowcy, bo często nawet nie wiedzą jak z nich korzystać. Nikt nie pomyślał o inwestycji w kapitał ludzki, budynki miały wystarczyć. Lecz nie wystarczą.

Co gorsze za inwestycje trzeba będzie słono zapłacić i to już niedługo. Po pierwsze spłacając niebotyczny dług publiczny, po drugie wydając miliony na ich utrzymanie. Rachunek będzie ogromny, a płacić nie będzie komu. Część wyemigruje, część nie będzie miała z czego spłącić zobowiązań naszego państwa.

 

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego sami na własne życzenie oddajemy realną szansę dogonienia Europy?

 

Bo tak jest łatwo. Łatwo jest wylać beton, nawet jak kosztuje miliardy, łatwo zrzucić błędy i głupotę na karb nieprzewidzianych okoliczności i wyjechać do Brukseli zostawiając Polskę w budowie. Urzędnik ma wydać pieniądze, premier ma pochwalić się 100% efektywnością wydatkowania pieniędzy. Ich wydanie na pracę u podstaw, budowanie konkurencyjnej i innowacyjnej gospodarki, z silnym sektorem małych i średnich przedsiębiorstw, współpracą nowoczesnych uczelni z przemysłem, nowocześnie wykształconymi młodymi ludźmi, którzy chcą tu zostać, a nie emigrować do UKeja, to tytaniczna praca. Dopiero jej pełne wykonanie powinno otworzyć możliwość do tak gigantycznych inwestycji infrastrukturalnych, które mają już dziś u nas miejsce. Tymczasem PO co się więc męczyć, lepiej wydać 300 miliardów na beton i asfalt i pochwalić się efektywnością wydawania środków strukturalnych. A reszta marsz na zmywak lub przenosić paczki w Amazonie. I tak bez końca i bez widoków na poprawę sytuacji w Polsce w perspektywie długofalowej. Ale ciiiii nie wolno źle mówić o autostradach, bo tacy jesteśmy z nich dumni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.