Kajecik dla kierowcy, czyli Kim ir Sen mógłby pozazdrościć

53_1Jak donosi prasa Minister transportu S. Nowak przesłał do Rządowego Centrum Legislacji projekt założeń do ustawy o SZCZEGÓLNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA NIEKTÓRE NARUSZENIA PRZEPISÓW RUCHU DROGOWEGO. Brzmi groźnie? Groźnie, a i owszem trochę, ale mimo to warto zajrzeć głębiej.

Otóż pomijając dotychczasowe karkołomne wygibasy zmierzające do opróżnienia do dna kieszeni kierowców (przypomnę, że w cenie paliw należy zapłacić gigantyczne podatki drogowe, a następnie po raz drugi należy uiścić viatoll -komentarz na dole*), polegające na setkach foto-radarów w najbardziej absurdalnych miejscach, nieoznakowanych wozów policyjnych wystawiających mandat bez zatrzymywania kierowcy (inaczej mówiąc pobór opłaty bez lekcji wychowawczej), rozszerzaniu stref płatnego parkowania obejmujących niedługo całe miasta i dziesiątków innych, pojawił się niecodzienny pomysł, prowadzenia KAJECIKÓW Z NOTATKAMI. Pomysł, co tu dużo kryć, jakby rodem z Korei Północnej. Otóż by uprościć procedury wystawiania mandatów z fotoradarów (no bo przecież taki delikwent może akurat mieć ubrany kaszkiet i ciemne okulary) każdy kierowca ma skrupulatnie zapisywać co gdzie i kiedy robił w swoim samochodzie. Z takim kajecikiem udamy się następnie na komendę by pokazać kto i dlaczego prowadził samochód w momencie pstryknięcia fotki. Orwell z Kafką nawet w najśmielszych snach nie byliby w stanie przewidzieć takich absurdów, a Kim ir Sen poczerwieniałby z zazdrości, że sam tego nie wymyślił. Myślę że ten fenomen pozwoli nam mocno wspiąć się w rankingu państw o „przyjaznym” nastawieniu instytucji publicznych do swego obywatela.

W swoim imieniu proponuję nie ograniczać nowatorskiego pomysłu kajecikowego li tylko do kierowców. A co z drenującymi budżet obywatelami z nadwagą? Każdy powinien dostać zeszycik z odpowiednią dietą. W trakcie rewizji w restauracji powinien udowodnić, przedstawiając ów zeszycik, że spożywa posiłek odpowiadający tej diecie. Jak nie to mandacik (Ministerstwo Zdrowia).

Ale zaraz, a studenci prowadzący tak niezdrowy tryb życia? Każdy student rozpoczynając studia powinien dostać kajecik z rozpisanymi dniami tygodnia i godzinami, które powinien poświęcić na sen, naukę, sport i przyjemności związane z czytaniem interesującej lektury. Lotne patrole składające się z policjantów, strażników miejskich i przedstawicieli uczelni powinny weryfikować życie studenta z planem kajecikowym. W razie braku korelacji – mandacik (Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego).

A matki? Nie zapominajmy o matkach. W kajeciku powinno być rozpisane na kilka lat: ciąża – macierzyństwo – urlop wychowawczy i ponownie ciąża – macierzyństwo – urlop wychowawczy. Coś się nie zgadza? To mandacik (Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej).

Przykładów można podać więcej na zastosowanie kajecika, cel jest bowiem szczytny – łatanie dziury w budżecie. To nic, że w pewnej perspektywie absurdalne i drenujące kieszeń przepisy uderzą w dochody państwa, które spadną (tak dzieje się zawsze system opłat i podatków przekroczy odpowiedni pułap), ale na tą chwilę załatamy dziurę w puchnącym budżecie. Z punktu widzenia ekonomicznego im więcej absurdów i abstrakcyjnych przepisów tym większa szara strefa. Patrząc na jej rozmiar w Polsce sięgający w dobie kryzysu gospodarczego 30% PKB, należymy do państw, które własnymi rękami skazują się na trzecią ligę w dziedzinie konkurencyjności i rozwoju.

* A propos podatków drogowych, które w całości miały trafić na budowę i remont dróg w Polsce – fragment z Onetu:

„W 2011 roku do budżetu państwa trafiło 4.4 mld zł z tytułu opłaty paliwowej oraz ponad 24 mld zł z akcyzy od paliw silnikowych. Tylko nieznaczna część tych pieniędzy wróciła do kierowców w postaci inwestycji drogowych. Jak się okazuje, zamiast łatać dziury w drogach, właściciele pojazdów łatają dziury w budżecie państwa.

Opłata paliwowa trafia najpierw do budżetu państwa, a stamtąd spływa na konto Krajowego Funduszu Drogowego i Krajowego Funduszu Kolejowego, z podziałem 80% dla pierwszego i 20% dla drugiego. – W 2011 roku do Krajowego Funduszu Drogowego z tytułu opłaty paliwowej wpłynęło 3 274 726,5 tys. zł. Środki z Krajowego Funduszu Drogowego są przeznaczane na realizację zadań inwestycyjnych na drogach krajowych, z wyjątkiem inwestycji kubaturowych – informuje Zbigniew Przybysz, Główny Specjalista z Biura Ministra Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej. Tankując, dołożyliśmy więc do infrastruktury drogowej niewiele ponad 3 mld zł. Pozostałe nasze pieniądze poszły na utrzymywanie przy życiu kolei.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z akcyzą od paliw silnikowych. W całości trafia ona do budżetu państwa i tylko 18% z tej kwoty (w 2011 roku było to 24 mld zł) przeznaczanych jest na infrastrukturę lądową. Ale i tutaj musimy dzielić się z koleją”.

 Na co idzie podatek drogowy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.