Słów kilka o tym jak UE staje się peryferiami nowoczesnego świata

Screen-Shot-2014-11-12-at-12.33.11-AMDwa dni temu Stany Zjednoczone oraz 11 azjatyckich państw ogłosiło zakończenie trwających kilka ostatnich lat negocjacji nad trans-pacyficznym układem o partnerstwie (TPP – Trans-Pacific Partnership), który – gdy zostanie ratyfikowany – będzie największą umową o wolnym handlu na świecie. Jest to umowa między 12 krajami Azji i Pacyfiku – USA, Australia, Brunei, Kanada, Chile, Japonia, Malezja, Meksyk, Nowa Zelandia, Peru, Singapur i Wietnam. Ważne jest także to, że nie obejmie ona Chin, a pomimo to swym zasięgiem obejmie 40 proc. światowego handlu.

Dla prezydenta USA umowa TPP może stać się największym gospodarczym sukcesem w jego kończącej się prezydenturze. Być może stanie się istotnym stabilizatorem gospodarki USA i pozwoli ugruntować status globalnego mocarstwa gospodarczego na kolejne dekady XXI wieku.

Jak ratyfikowanie tej umowy handlowej może wpłynąć na UE?

Otóż wpływ ten będzie kolosalny. Do tej pory mianem najważniejszego układu o wolnym handlu nazywano Transatlantic Trade and Investment Partnership (TTIP), czyli Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji negocjowane pomiędzy UE i USA. Na chwilę obecną wydaje się że negocjacje nad tym układem trwać będą wiecznie bo przynajmniej jednej ze stron nie będzie zależeć na jej zakończeniu. Już jakiś czas temu USA położyło nieoficjalnie lagę na Unii Europejskiej. Trudno jest bowiem traktować poważnie nadętego i skąpego bufona jakim jest dziś unijna biurokracja i skłócone i pogrążone w recesji kraje członkowskie. Z drugiej strony UE też nie za bardzo po drodze z USA, gdyż Stany za mało doceniają „potęgę i poziom rozwoju” reprezentowany przez Stary Kontynent.

W konsekwencji Układ TPP ma być kluczowym elementem realizowanego przez USA tzw. zwrotu w polityce zagranicznej ku wschodniej Azji. Zwrotu którego ostrze ewidentnie skierowane jest przeciw Chinom. To Chiny dziś stanowią głównego konkurenta USA, i pochłaniają 80 proc. Amerykańskiej militarnej i ekonomicznej uwagi.

A co z Europą? Z punktu widzenia USA wystarczy jak będziemy sobie trwać, zawieszeni pomiędzy islamem i Putinem. Ponieważ sami nie jesteśmy w stanie się bronić, to nadal potrzebna jest osłona w postaci coraz mniej realnego Paktu NATO. Stąd minimalne zaangażowania USA w Syrii i grożenie palcem putinowskiej Rosji. Tyle tylko by zachować status quo w Europie.

A z drugiej strony UE nie może być też zbyt dużym rywalem, stąd wysysanie kapitału intelektualnego, a przede wszystkim delikatne kopanie dołków, jak na przykład nieoficjalne, lecz bardzo prawdopodobne, finansowanie ruchów imigracyjnych skierowanych do głównej potęgi ekonomicznej UE – Niemiec. W tym kontekście nie dziwi zupełnie afera z Volkswagenem. Osłabiona problemem migracyjnym i aferą VW Merkel mniej będzie miała do powiedzenia na arenie międzynarodowej. A niemiecka gospodarka może się zakrztusić.

W rezultacie, trwająca od jakiegoś czasu marginalizacja polityczna, militarna i ekonomiczna Unii Europejskie przyspieszy w kolejnych latach. Jeżeli nałoży się na tą sytuację prawdopodobny rozpad strefy Euro i wyjście Wielkiej Brytanii z UE to ta część świata, po raz pierwszy od 2500 lat przestanie odgrywać rolę pępka świata, a stanie się jedynie jego peryferiami, i to na długie dekady.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.