Zwycięstwo Obamy, a sprawa polska

Wybory w Stanach Zjednoczonych zmierzają ku finiszowi. Nie wydaje mi się by ten finisz był korzystny zarówno z globalnego, jak i polskiego punktu widzenia. Pozbawiony charyzmy Barack Obama ma przed sobą bardzo trudne 4 lata. Rozdarty pomiędzy koniecznością walki z finansowym kryzysem na ojczystej ziemi i słabnącą pozycją USA w polityce światowej nic doprowadzić do końca nie będzie w stanie.

 Problemy wewnętrzne Stanów Zjednoczonych, w największym skrócie związane są z:

– najwyższym od dekad poziomem bezrobocia sięgającym 10% zasobu siły roboczej,

– długiem publicznym na poziomie 16 bln $ (1 bilion to 1000 miliardów, tak dla ścisłości) co oznacza, że każdy żyjący Amerykanin, niezależnie czy ma 1 roczek czy 100 lat będzie musiał spłacić ponad 50 tys. $,

– kilkudziesięcioma milionami Amerykanów żyjącymi poniżej granicy ubóstwa,

– niskim tempem rozwoju gospodarczego i trwającą zapaścią sektora budowlanego, finansowego i przemysłowego.

Problemy zewnętrzne to przede wszystkim spadek pozycji USA w polityce światowej. Mimo, że nadal USA przeznacza na zbrojenia 700 mld $ rocznie, przestaje być bezwzględnym gwarantem stabilności w polityce międzynarodowej. Zobacz post Militarna potęga USA

Przykładem może być strata Afryki na rzecz Chin i niknące wpływy na Bliskim Wschodzie, gdzie niedługo głównym graczem okaże się Izrael, co wraz z jego „pokojową” wizją rozwiązywania konfliktów nie rokuje najlepiej.

Pozostaje pytanie, jak wybory w USA wpłyną na naszą rodzimą sytuację. Oczywiście w kwestiach gospodarczych daleko bliżej nam do strefy Euro i pozostałych państw UE. Jednak brak wizji rozwiązania problemów gospodarczych w Stanach Zjednoczonych nie poprawia sytuacji Unii Europejskiej. Jak pisałem w poście Jak będzie wyglądał gospodarczy świat za kilka lat? problemy strefy Euro są dla Stanów Zjednoczonych pozytywnym faktem, pozwalając zachować dolarowi niezachwianą pozycję pieniądza światowego. Ta polityka jest jednak na krótką metę efektywna. W dłuższej perspektywie upadająca gospodarka UE pociągnie za sobą także Stany Zjednoczone, a wcześniej oczywiście także nas – na rubieżach Europy.

Poważniejszym problemem pozostaje całkowita rezygnacja USA w wydaniu Baracka Obamy z aktywnej polityki w Zachodniej Europie. Dla Polski oznacza to zależność od dwóch naszych najbliższych sąsiadów – Niemiec i Rosji. Szczególnie ten drugi kraj coraz mocnie zaczyna przypominać o sobie na arenie międzynarodowej. Nie tylko Chiny korzystają na spadku potęgi USA, ale także Rosja. Dla nas to bardzo zła wiadomość. Wraz z rosnącą siłą wpływów Rosji oraz zależnością Europy od polityki i gospodarki Niemiec, wciśnięci pomiędzy te dwa kraje, czekać będziemy na schrupanie. Szczególnie wydaje się to być nieuchronne, gdy obserwujemy politykę zagraniczną naszego rządu, której najważniejszym przejawem są posty szefa MSZ R. Sikorskiego na Twitterze. Reszta się nie liczy.

Podsumowując: zwycięstwo Demokratów i Baracka Obamy jest mizerną wiadomością. Przemiany demograficzne w USA wskazują na los Republikanów podobny do losu dinozaurów, tak więc nie ma co liczyć na zmiany w polityce USA w kolejnych kadencjach. Dla Polski to szczególnie zła wiadomość, oznacza ona bowiem pogłębienie problemów gospodarczych w strefie Euro, wzrost pozycji gospodarczej i polityczno-militarnej Rosji oraz dominującą rolę Niemiec. Po raz kolejny znajdujemy się pomiędzy młotem, a kowadłem, co na zakrętach historii nie jest pozytywne. Twitter nam na pewno nie pomoże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.